Przez lata czarnoskórzy aktorzy i aktorki byli spychani do drugoplanowych, stereotypowych lub po prostu niewidocznych ról. Służące, służące, postacie bez głębi. Talent istniał, ale możliwości były minimalne. Dlatego zobaczenie w tym miejscu postaci takich jak Sidney Poitier, Harry Belafonte, Diahann Carroll i Cicely Tyson było nie lada wydarzeniem. Samo w sobie było to potwierdzeniem obecności.
Sidney Poitier zapisał się w historii już kilka lat wcześniej, stając się pierwszym czarnoskórym mężczyzną, który zdobył Oscara dla najlepszego aktora. Ale nawet po tym osiągnięciu droga nie stała się automatycznie łatwiejsza. Wiele badań nadal postrzegało to jako wyjątek, a nie początek prawdziwej zmiany. Mimo to jego postać stanowiła pęknięcie w murze, żywy dowód na to, że talent nie ma koloru.