Rozłączyłem się i przeczytałem segregator Harbor Veil od pierwszej strony. Dwieście czternaście stron. O 1:30 w nocy znalazłem to, czego potrzebowałem.
Drugie zdarzenie uwierzytelniania z użyciem tych samych nieaktywnych danych miało miejsce, gdy fizycznie znajdowałem się na pokładzie samolotu marynarki wojennej wracającego z Guamu. Gdyby obrona próbowała twierdzić, że stworzyłem ścieżkę dostępu, strona 183 obaliłaby tę teorię. Zaznaczyłem ją żółtą zakładką.
Następnego dnia tata by się śmiał. Mama westchnęła. Adrian by się uśmiechnął. I po raz pierwszy nie traciłbym energii, próbując ich powstrzymać.
Część 3: Sala sądowa
Poranek w Honolulu był boleśnie słoneczny.
Reporterzy krzyczeli, gdy wchodziłem do sądu.
„Komandorze Lane, czy obrał pan sobie za cel swojego kuzyna?”
„Czy jest pan objęty śledztwem?”
„Czy napięcia rodzinne miały wpływ na sprawę?”
Szedłem dalej.
Przy wejściu moi rodzice stali obok Adriana.
Miał na sobie szary garnitur i ten sam elegancki uśmiech.
„Ładny mundur” – powiedział. „Próbujesz zaimponować sędziemu?”
„Nie”.
Przysunął się bliżej.
„Wiesz, że nie musi być gorzej”.
„Już się pogorszyło”.
„Bo sam to pogorszyłeś”.
„Nie, Adrianie. Ktoś uzyskał dostęp do systemów Marynarki Wojennej, używając danych uwierzytelniających zmarłego, przesłał zastrzeżone dane przez dom moich rodziców i przesłał je przez infrastrukturę twojej firmy”.
Jego uśmiech stwardniał.
„Uważaj. Oskarżenia mają swoje konsekwencje”.
„Czyny też”.
Tata mruknął: „Niewiarygodne”.
Odwróciłem się.
„Co jest niewiarygodnego?”
„Wchodzisz tam ubrany w ten sposób”.
„Mam rozkaz stawić się w mundurze”.
„Wiesz, o co mi chodzi”.
Zrozumiałem.
Mundur podważył historię, którą opowiadał latami – że mam bezpieczną, małą pracę biurową i nic więcej.
W sali sądowej panowała chłód i cisza.
Adwokat argumentował o stronniczości, konflikcie i niewłaściwym zakresie. Wskazał na moje powiązania rodzinne, dawne napięcia i dom moich rodziców jako część materiału dowodowego.
Potem tata roześmiał się za mną.
Mama westchnęła.
Przez sekundę znów miałem dwanaście lat, trzymałem w dłoni medal za osiągnięcia naukowe, a tata pytał, dlaczego nie zdobyłem pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej.
Potem ta chwila minęła.
Sędzia Ross otworzyła segregator Harbor Veil. Przeczytała stronę z certyfikatem, po czym zamilkła.
„Mój Boże” – wyszeptała.
Spojrzała na mnie.
„Komandorze Lane, jest pan autorem załączonego protokołu kryminalistycznego?”
„Tak, Wysoki Sądzie”.
„A jego zmodyfikowana wersja stała się później wytycznymi dla dochodzeń flotowych?”
„Tak, Wysoki Sądzie”.
Większość mojej rodziny nigdy o tym nie wiedziała. Lata wcześniej pomogłem zaprojektować metodę zabezpieczania skompromitowanych systemów operacyjnych bez uszkadzania nietrwałych dowodów sieciowych. Stała się ona częścią pakietu szkoleniowego.
Obrona próbowała to zignorować.
Sędzia spokojnie mu przerwała.
„Ekspertyza ma znaczenie, gdy obrona określa śledczego jako niekompetentnego”.
Mój ojciec przestał się śmiać.