Chłopca, który dawno temu zabrał tę obietnicę do grobu.
„To niemożliwe” – powiedziałem sobie.
Wtedy właśnie zauważyłem coś ukrytego za największą wiązką łodyg.
Zwietrzałe drewniane pudełko, małe i zniszczone.
Było przewiązane wyblakłą żółtą wstążką.
Kwiaty mnie przerażały.
Pudełko przerażało mnie jeszcze bardziej.
Powoli sięgnąłem po nie.
Zauważyłem coś ukrytego za największą wiązką łodyg.
Jakaś część mnie myślała, że zniknie, jeśli poruszę się zbyt szybko.
Że to wszystko okaże się jakąś szaloną halucynacją.
„Spokojnie” – powiedziałem sobie. „Spokojnie”.
Wniosłem to do środka obiema rękami, tuląc do siebie jak coś kruchego i żywego.
Położyłam go na kuchennym stole i usiadłam, zanim nogi znów mnie zawiodły.
Wniosłam go do środka, trzymając go w obu rękach.
Przez długą chwilę tylko się na niego gapiłam.
„Otwórz” – wyszeptałam. „Po prostu otwórz”.
Moje palce mocowały się ze wstążką.
Węzeł rozwiązał się dopiero po trzech próbach.
W środku, na starym materiale, leżała pojedyncza, złożona karteczka.