
Następnego ranka mój telefon dzwonił bez przerwy.
To była Mia — płakała, trzęsła się, ledwo mogła mówić.
„Musisz tu przyjść” – szlochała. „Natychmiast”.
Kiedy przyjechałam, była blada i spanikowana. Powiedziała mi, że przypomniało jej się coś, co kiedyś powiedziała nasza macocha – że jej najcenniejsze rzeczy są gdzieś bezpiecznie ukryte. Mia przeszukiwała mieszkanie całą noc i nic nie znalazła.
Następnie spojrzała na roślinę.